PROJEKTOWANIE WNĘTRZ

Praca architekta od kuchni – jak to się zaczęło?

denstkatarzyna@gmail.com on 4 kwietnia, 2022

Praca architekta od kuchni – jak to się zaczęło?

Pierwsze moje wspomnienia związane z pomysłami przemeblowania własnego pokoju czy dużego salonu rodziców w bloku z wielkiej płyty sięgają czasów początku szkoły podstawowej.

Wcześniej moje pomysły ograniczały się do budowania nietypowych elementów z plastikowych klocków (jak karkołomna próba zbudowania dachu dwuspadowego). Pamiętam, że zawsze fascynowało mnie przyglądanie się wieczorami oknom mieszkań w blokach na moim osiedlu. Przypatrując się przy zapalonym świetle takim samym układom mieszkań, jednak kompletnie inaczej urządzonym nigdy nie sądziłam, że „zaglądanie” ludziom do domów i urządzanie ich wnętrz, w przyszłości będzie moją pracą i pasją jednocześnie.

Pierwsze kroki w zawodzie

Studiowanie architektury było równie przyjemne, co wycieńczające. Na początku swojej drogi architekta obrałam kierunek pracy przy projektach architektury kubaturowej. Pierwsze moje doświadczenia z takimi projektami nie do końca spełniły moje oczekiwania, ponieważ przypadły mi w udziale projekty krematorium(!), a następnie salonu samochodowego.

Na szczęście kolejna praca i zdania przy projektowaniu zabudowy jednorodzinnej oraz wielorodzinnej były znacznie przyjemniejsze i bardziej realne.

Przeprowadzka do rodzinnego miasta i związana z nią kolejna zmiana pracy oraz próby łapania zleceń architektury na własną rękę otworzyły nowy rozdział w moim życiu. Mnogość zleceń z zakresu projektowania wnętrz, które pojawiły się w tamtym okresie ich zmienność, tempo prac, ilość rzeczy do dopilnowania i zaprojektowania z najwyższą starannością wśród mnóstwa detali jakie budowały wnętrze spowodowały, że odkryłam swój świat. Świat projektowania wnętrz.

Po niedługim czasie podjęłam wyzwanie, zdecydowałam się zarejestrować działalność gospodarczą i tak przy zmieniających się okolicznościach działam we wnętrzach do dziś.

Moja praca architekta wnętrz obecnie

Architekt wnętrz to człowiek funkcjonujący na zasadach wielozadaniowości, musi odnaleźć w sobie zdolności i umiejętności zarówno techniczne jak i estetyczne. Niezbędna jest mu wiedza budowlana i zasady ergonomii wnętrz, ale także kreatywność, przygotowanie z zakresu psychologii, marketingu czy księgowości.

Jest to ciężka praca, często od rano do wieczora. Czasami nie potrafię wyłączyć myślenia o danym projekcie, a pomysły często pojawiają się niespodziewanie, gdy jestem w wannie, restauracji czy na szlaku turystycznym. Muszę być więc czujna i uważna, gdy pomysł przychodzi, bo równie szybko może ulecieć. Pozostaję w trybie czuwania 🙂

Architekt to człowiek orkiestra, ma wiedzę z wielu obszarów i potrafi ją wykorzystać w sposób spójny i dedykowany dla konkretnego użytkownika, ale też potrafi zarządzać realizacją projektu, ludźmi, czasem i budżetem.

Mimo prowadzenia firmy i dbania o wiele jej obszarów równocześnie, staram się nie tracić z oczu tego co dla mnie najważniejsze – czerpania radości i satysfakcji z tego co robię.

Klient i jego potrzeby

Praca z klientem jest dla mnie bardzo istotna. MÓJ klient jest najważniejszym użytkownikiem projektowanej przestrzeni i to by czuł się w niej dobrze i komfortowo jest dla mnie priorytetem.

Bardzo ważne jest dla mnie, aby dostosować wnętrze indywidualnie pod potrzeby mojego klienta. Dlatego zawsze proces pracy nad projektem zaczynam od przeprowadzenia obszernego wywiadu.

W myśl zasady od ogółu do szczegółu podpytuję moich klientów o ich upodobania co do sposobu spędzania wolnego bądź preferencji kulinarnych, aż po te dotyczące wyposażenia szuflad, czy ilości koszul na wieszakach w szafie w sypialni.

Z klientami pracuję przez wiele miesięcy, analizuję, rozrysowuję, planuję więc mam dużo czasu, aby ich poznać i stworzyć dla nich miejsce idealne. Dzięki odpowiednio zaprojektowanym wnętrzom mogę bezpośrednio wpływać na samopoczucie i jakość życia mieszkańca.

By klient czuł się komfortowo w swoim nowo zaprojektowanym domu dobrze jest gdy wie, że projektujemy go z lekkością, pasją i radością. Te emocje się udzielają.

Projektując wchodzę w „buty” klienta. Wyobrażam sobie jak korzysta z konkretnych miejsc w domu by zaprojektować je w sposób wygodny funkcjonalnie i piękny wizualnie.

„Układam” wnętrza tak, aby wszystko było pod ręką. By gniazdka w kuchni były tam, gdzie potrzebujemy podłączyć mikser, a światło w łazience oświetlało nam twarz do makijażu, a nie powodowało cieni pod oczami i spadek nastroju od rana.

Dążę też do tego, aby moje wnętrza budziły pozytywne emocje, aby ludzie chcieli w nich przebywać. Pozytywne odczucia można zbudować, nie tylko poprzez intensywne ciepłe kolory czy dekoracje, ale również przez odpowiedni rozkład funkcji, mebli, ilość światła.

Gdzie jestem, dokąd zmierzam

Moja praca ewoluowała przez ostatnie lata doprowadzając do wielu zmian m.in.
– oprogramowania, na którym pracuję,
– systemu pracy,
– nawyków myślowych,
– działań, które nie zawsze prowadziły firmę w odpowiednim kierunku.

Budowanie firmy projektowej to niełatwe zadanie! Ale jestem zadowolona z tego gdzie obecnie się znajduję. Dokładnie wiem też dokąd zmierzam i jakie cele chcę osiągnąć.